|
Lido Adriano
Na ulicy Picasso za wysokim
parkanem ligustrów i krzewów laurowych ukryte
willowe domy zapadły w południową drzemkę i pozamykały
powieki okiennic.
Na ulicy Picasso za ścianą
żywopłotu hałas i gwar kąpieliska.
W błękitnych czaszach
basenów taplają się dzieci w asyście różowych krokodyli
i
zielonych piłek z plastiku.
Mam dwie przecznice do plaży
przez zatrzaśnięte uliczki markiz i
żaluzji gdzie mieszkańcy znikają z pola obserwacji.
zniechęceni
upałem.
Na ulicy Picasso
w nocnej ferii lampionów podglądam ślepe domy
jak dźwigają powieki
okien i tarasów
by odsłonić kurtynę
teatru życia na progu
bujnych ogrodów
wśród
muzyki kieliszków
wypełnionych
perlistym spumante

U
ł u d a
Przypiekając
stopy
Idę boso na wydmy przesypujące piasek na
rozgrzanej patelni słońca i czuję
mokry oddech Adriatyku.
Na brzegu czeska gromada
świętuje
zaślubiny tak daleko od domu w którym
zupełny brak morza wywołuje żeglarską nostalgię
Sindbada.
Adriatyk mokrym dotykiem obmywa
prażone ciała i podrzuca swe skarby na suchy biały piasek jak
na wystawę w oknie i zaprasza mnie w głębię, lecz na naskórku
wody niepokojąco błyska ciemna plama oleju niesiona falą do
brzegu i osiada spieniona u stóp sąsiedniej plaży
Tu gęsto poukładane w szeregi barwne leżaki
płacą potężny haracz za złudę odpoczynku
- z dala od cywilizacji.
|