Zmęczony piechur
zaglądam do
wnętrza
a Św.
Piotr
odfruwa
pod wysokie sklepienie
On nie
widzi
mego znużenia
Wchodzę pod bezkres kopuły
przestrzeń
światło
i tłum
zniechęcający
wszędobylski
zasłania
przeszkadza
nie pozwala pomyśleć
zadumać się.
Nie przybyłam tu
w sprawach.
Chcę zobaczyć
zachwycić się.
Nic z tego.
Odczuwam
swą
niewielkość
mikroskopijność
Zmęczone nogi
szukają oparcia
Po zimnej ścianie
osuwam
się
w plecy chłodno
przycupnę
w przysiadzie
odetchnę
tylko chwilę
Niestety
kolorowy strażnik
w ognistym
pióropuszu
na dumnym złotym chełmie
podrywa mnie na baczność
wyprasza ze świątyni.
A jednak
mam nadzieję
Papo
że Ty, co pocieszasz
biednych i chorych
- nie wiesz
że
skołatany wędrowiec
nie doczeka
u Twych bram
litości