|
Na śmierć Federico
Cynowa tarcza księżyca
odbija śliski promień
na lufie karabinu,
celuje w białość czoła
p o e t y
Pobladła ciepła skóra
śnieżną mgłą się zasnuła
Ach!
Przestrach, trzepotanie…
Serce wypełnia słodycz
sokiem granatu pełne
t o j u ż ?
Lepkość pianą zasycha
i gorzko szczypie w język.
Struchlałe oczy śledzą
pełznący ruch świetlika
na lufie karabinu.
Ach!
Serce, czy stanie zanim
otwarta rana wytryśnie
czerwienią malin rozdarta ?
Zimny metal w napięciu
drży naciągniętą struną,
zanim uderzy weń golpe
palca w ton Carceleras
Perliste gwiazdy potu
układają łuk tęczy
na brylantowym czole…
- Nie umieraj poezjo !
Czy nie ma już ratunku ?
Cynowe lustro księżyca
odbija smutek twarzy
i białka oczy ścina
porcelanowym szkliwem rozpaczy
Aj, jaj !
Zaraz umrze poeta.
Czy przetnie potok wiersza,
który się właśnie rodzi
i chce wybuchnąć oranżem
nasturcjowego płomienia
tuż u wylotu ust ?
Cyngiel głaskany palcem
przenika prąd niecierpliwy,
ożywia serce podnietą
metalowego gromu.
Przyciśnij mnie żołnierzu
pobudź rozkoszne drgawki
srebrną kul a w gardzieli.
Ach!
Wytryśnij purpurą
róż pąkami, co niosą
na każdym płatku słowo,
słowo nie zapisane,
słowo, co zanim wyszło
zza firan białych zębów
uwięzło w morzu czerwieni
Pokaleczonej krtani
Rozdartej wielkim krzykiem
Aj, jaj !
Zbyt młody jesteś poeto
i wiersze nazbyt piękne
pójdą na zatracenie…
Khh! – ześliznął się palec…
Spust w paroksyzmie rozkoszy
plunął świetlistą flegmą
i znów stalowy promień
zagrał na grzbiecie lufy
zimnym cynowym błyskiem.
Księżyc opuścił tarczę
zajrzał w twarz Federico
i chuchnął cynowe łzy
w białka oczu z metalu.
Przewrócił się świat i zamarł
a czerwień płynęła rzeką
z malin
i niosła pąsowe róż płatki
z odrobinami słów pięknych,
nie zaistniałych jeszcze wierszy.
Tak umarła poezja.
2009
|