|
CZEKAJĄC W
ALMERIA
Dzień zdjął upalne objęcia
z mych ramion. Nadchodzi noc pełna ruchu , świateł, portowej
gawiedzi i marynarzy.
Taras kina - podekscytowane głosy i szepty,
szykowni mieszkańcy sączą wino i kawę.
Na tyłach w ciemnym
zaułku, mała brzydka kafejka podaje napoje rutynowo, bez emocji,
bez zainteresowania.
Nagle wskazówki zegara wpadają
w inny wymiar. idą coraz wolniej, jakby się zapadały w głębokie
koleiny, wraz z temperaturą dnia.
Późno,zimno i obco, za chwilę
serce stanie oniemiałe ze strachu… Co dalej ?...
Nareszcie ! Znajome
koła odliczają kilometry do bezpiecznego snu w Pueblo
Laguna..
|
VERA
O piątej po południu na placu przed kościołem przesypuje
się piasek w szczelinach bruku.
O piątej po południu
zamknięte powieki okien wstydliwie skrywają mieszkańców.
O
piątej po południu niestosownie jest być na zewnątrz. majolikowe
ławki ładują swe baterie i puchną od gorąca jak wezbrany piec.
O szóstej po południu studzą swą zapalczywość, by
ofiarować błękitną gładkość swoim wieczornym gościom.
O
szóstej po południu na placu przy kościele słońce odsuwa się
spiesznie i kładzie długie cienie.
O szóstej po południu
pan z laską, w kapeluszu rozsiada się z gazetą i bieleje
koszulą.
O szóstej po południu dwie ciemne seniority,
trzeszczą andaluzyjską chrypką aktualności dnia, trzepocząc
wachlarzami.
O szóstej po południu czterej starsi seniores
giną w chmurze tytoniu rozpamiętując losy świata.
O
szóstej po południu na klombie palczasta palma unika dotyku
drobnych dziecięcych łapek w czystych nowiutkich sukienkach.
O szóstej po południu klekot końskich kopyt wytacza
paradną bryczkę, do której się sadowi zabawne towarzystwo.
O szóstej po południu ożywa senna Vera i odsłania swe
wnętrze gorąco bijące serce andaluzyjskiej prowincji.
O
szóstej po południu chce mi się śpiewać i żyć.
|