|

AUTOBUS
Toczę się w biegu pomiędzy morzem i
lądem czepiając się serpentyn przetaczam się przez piach
przeciskam się przez skały.
Potykam się o klocki domów pozawieszanych
jak bielizna na zboczach o maleńkie ogrody pijące
zachłannie wodę z grubych gumowych boa
dalej o skarpę
pustyni gdzie zaczepiły paznokcie tylko rzadkie hacjendy
wtulone w dredy kaktusów jeszcze dalej o kilometry ziemi
którą mądry ogrodnik przepasał szalem folii by tropikalne
owoce sączyły wilgoć rosy.
Nad głową mam dysk słońca co ze spragnioną
ziemią podstępnie toczy walkę o każdą kroplę wody.
|