Mikołaj Bialik
Dołączył: 12 Kwi 2008
Posty: 57
Skąd: Wrocław
|
Wysłany:
Pią 06 Sty 2012, 20:31
Temat postu: SALONIK LITERACKI NA
ŚWIEBODZKIM. Zeszyt nr 22 |
|
|
Salonik
Literacki na Świebodzkim
Zeszyt
nr 22
13
grudnia 2011 r.
Przez
pogodę mieliśmy kłopot z tradycją. Białe
Boże Narodzenie nie chciało być białe, a
przedłużająca się jesienna aura wcale
nie nastrajała nas świątecznie.
Chyba tylko ten tłok w marketach i
świąteczna krzątanina były tradycyjne...
A my na grudniowym spotkaniu w
„Saloniku”, kiedy wybrzmiały odczytane
utwory, doznaliśmy po raz kolejny tej
szczególnej atmosfery, zwanej też magią,
która łagodzi rysy twarzy i wypełnia
serca spokojem. Prezentowane teksty w
naturalny sposób oddają klimat i
wyjątkowość przeżywanych chwil.
Wszystkie te słowa o ludzkiej
wspólnocie, o wartościach, które
wyznajemy są w zasadzie o miłości, którą
jakoś łatwiej przychodzi nam okazywać w
cieple choinki. A pod choinkę kładziemy
wraz z Mikołajem moc życzeń - tych
najlepszych z najlepszych
Barbara
Pawlak
|
|
GRAŻYNA
ADAMCZYK – LIDTKE
Bajka
zimowa
Wielodniowa plucha
przenikliwy wilgotny ziąb.
Podnoszę rano rolety i...
nieoczekiwany blask
białej szaty
w którą ubrała się okolica
rozsadza tęczówki oczu.
Rymanów puszy się
w kołderce zimy
a pod puchem ukrywa
wyziębłe łapki leśnych zwierząt.
Zimno pięknie iskrząco.
Leniwe południowe słońce
wypełza zza góry
i długim ramieniem zapala
wierzchołki lasów
zrudziałym pąsem.
Niżej świerki i jodły
w białych sukieneczkach
jak wdzięczne tancereczki
rozkładają krynoliny
i dygają w ukłonach.
Powoli znad lasu
wyłania się srebrzyste
połyskliwe oko Mrozu
który nachyla się niżej i niżej...
wydyma szare policzki
rosnących chmur
i nagle ... dmuchnie !
Najpierw lekko
Przeciągle północnie
a suchy biały puch
podrywa się z ziemi i wiruje
jakby ponownie
chciał ulecieć do nieba.
Zakręca się zawija
w loki i strąki
i znów opada w dół
opuszczając skrzydła.
Potem stalowo- fioletowe
policzki Mrozu
znów nadymają się
podglądając ciekawie dolinę
od wschodnich pagórków.
Wiatr tężeje
napina struny lasów
i zaczyna grać
jękliwie i żałośnie.
Drzewa nabrzmiewają
wysiłkiem swych ścięgien.
Napinają mięśnie
a ich kręgosłupy
mocne i sprężyste
wykonują elastyczne skłony
mówiąc „dzień dobry” wichurze
Kosmyki ich czupryn
kręcą się tak
jakby miały się urwać i odfrunąć
ale stopy uchwycone mocno
gruntu pazurami
nie pozwalają odejść od pionu.
Zmierzcha już
a roziskrzone oko Mrozu
otoczone metalową tęczówką chmur
sroży brew.
I naraz …
jak nie dmuchnie z impetem !
aż zatrzeszczą słupy i poręcze.
Gwałtowny podmuch
rzuci kulą powietrza
prosto w ścianę budynku
a wtedy …
Mróz oprze o szyby
swą kościstą rękę
i pcha z całej siły.
Jęczą ramy
zgrzytają klamki i zawiasy
a za oknem narasta
nieustający huk
jak nadchodząca fala sztormu.
Czasem wściekły poryw
okręci nagle rękawy
wokół balkonów
i dmie z całej siły
w metalowe trąby balustrad.
Idzie noc.
Oko Mrozu zasnuwa źrenicę czernią
i jak kot przygląda się
tylko szparką księżyca.
Na policzkach osiadają mu gwiazdy
z wysiłku jak perlisty pot.
Teraz zaczyna nocne polowanie.
Liczy drzewa jak skrzętny
gospodarz na grządce
i wprawnym silnym ruchem
powala marne cherlawe chwasty.
Podśpiewuje przy tym i mruczy
coraz donioślejszym mormorando.
Przygląda się strumieniom
i leśnym ścieżkom.
Myśli - które z nich zasypać
które skuć lodem poprzestawiać
by żadne stworzenie bez potrzeby
nie tułało się po nich
bo przecież pora spać
i śnić długi zimowy sen.
Śpiewa więc Mróz
swoją burzliwą kołysankę
o okrutnym zimnie i wietrze
co wyje i miauczy.
A ty śpij
pod ciepłą kołderką śniegu
pod krzaczkiem
w zacisznej norce
- zastawionej kamieniem
albo w drewnianym domku
- z ciepłym kominem i piecem.
Nie należy przeszkadzać
gdy Mróz czyni porządki.
|


|
Duch gór
Wpuściłeś mnie do lasu
osłoniłeś bezpiecznie
ciepłą ciszą śniegu
ocierając troskliwie
biały pyl z moich stóp
witkami powłóczystych jodeł.
Zaciszne ramiona góry
usłużnie słały zaproszenia
meandrami ścieżek.
Wtem
wybiła godzina
o której pryska czar
- jak w złej bajce...
Nie zdążyłam zawrócić
i zakłóciłam porę
Twojej dobrodusznej drzemki.
Zagniewany
zmrużyłeś powieki
aż od zachodu
zmierzch zaszedł mi drogę.
popchnął na zbocze
gdzie ryczący wiatr harcował
zaplątując drogi
wysysał śnieg spod stóp
by zamazać ślady
chwytał za włosy
szarpał i popychał
ku nagim zapałkom pni
co tylko woli wysiłkiem
trzymały się jeszcze ściany.
Nie chciałeś mnie unicestwić
- wiem
tylko nauczyć pokory
dla praw które stanowisz
Duchu Gór.
Rymanów
21.12.97
|

>
zobacz
więcej na stronie PKP
|
|