|
podróż do Ameryki Południowej |
|
Andy
Od oceanu lekki wiatr tarmosi połami kurtki zdmuchuje ronda wełnianych kapeluszy Kilku Indian w kucki na tle bezkresu czeka na autobus od wczoraj do … nie wiadomo
Pustynna dal a za nią połyskuje szmaragdem garb Altiplano: tysiąc, dwa , trzy
tysiące… a nad nim lodowa czapa Cordillera Blanca przyprawia o zawrót głowy
: cztery, sześć, siedem
tysięcy Najwyższa matematyka zrozumiała dla Najwyższego
Za mną w drgawkach
skraj brzegu oddychający piaskiem i pomruk Oceanu dziś dosyć Spokojnego i łopocząca wstęga roju flamingów na
brzegu z milionem ruchliwych nóżek jak czerwone zapałki przebierających w
wodzie floresem białych szyj I cisza , i nic nie słychać…
Zdumione oczy w
zachwycie to tu, to tam przemykają Nie ogarniona przestrzeń nie ogarniony ogrom nie ogarniony spokój ! Połóż palec na
ustach zatrzymaj , ten dzień ten obraz ,
ten nastrój
trwania
i piękno które za chwilę
opuszczę choć zapamiętam na
zawsze i pozostanę w pokłonie
|
Kto szybciej Zygzakami zakoli pomyka mały autobus Dziewięć ostrych serpentyn : jedna, druga i trzecia Pożegnalni turyści do okien przylepiają oczy aparatów i chłoną pejzaż zachłannie jak obiadowe danie. Małe indiańskie urwisy zbiegają bezszelestnie tajną ścieżką na skróty w wyścigu z samochodem Kto szybciej ? Autobus szparko odlicza kolejne zygzaki drogi: czwarty, piąty i szósty Kto szybciej ? Czochrając liście poszycia środkiem pędzą jak potok na skróty mali biegacze czepiając się ostrych gałęzi Kto szybciej ? Kierowca zna zasady sprytnego wyścigu z dziećmi czy da im dzisiaj fory ? Wyciska prędkość z zakrętów: siódmy, ósmy , dziewiąty Kto szybciej ? Z pionowej góry spadając nie dotykając ziemi pędzą dwaj akrobaci jak młode guanako w biegu Dwa kilometry szaleństwa
Kto szybciej ? Już za późno Autobus dopada placu i na wydechu pożegnalnym gestem rozsypał worek turystów
Za późno Spocony smarkacz w bezradnym geście artysty co źle zaplanował program wyciąga małą rączkę po kilka drobnych soli Za późno pośpieszni turyści patrzą w powrotną drogę do domu nie widzą że w desperacji do oczu cisną się łzy zawodu, że mały sportowiec znów nie dostanie kolacji
|