|
|
|
KOLACJA Deszcz
ustał przez
lata zatkane studzienki odkaszlały
i łyknęły nadmiar
wody. Przy
domu sucho telefon
dostaje czkawki i
milknie Światło
spalone kończy
się woda dobrze ze
gaz pozostał... Wysyłam
ciebie po
ratunek Gdzieś zza
kilometrów taszczysz
butelkę nafty Wielka
jest moc płomienia gdy
z mroku wydobywa twoja
twarz pochyloną
nad talerzem -
dziesiąty dzień - podgrzewanego
jadła.
|
ZGADUJ
ZGADULA Beczkowozy grają
z nami w wojenną grę. Kiedy
i gdzie przystaną nikt
nie może być pewien. Trzeba
mieć oczy na
balkonie i
w oknach od podwórza. Trzeba
się poprzechadzać obwieszonym
wiadrami po
zapylonych ulicach ścieżką
do wodopoju ale
można nie zdążyć. Światła
nie ma lodówka
nie działa telefon
milczy wody
brak brama
otwarta a
w piwnicy bajoro cuchnące
myszami i
kłączami kartofli. Wnet
zjawia się komary a
zaraz potem bezdomni Ciągle
taki dyskomfort !
|
|
RACHUNEK Woda
odchodzi z
sąsiednich ulic. Straszą
okna parterów rozwarte
na przestrzał. Mokre
liszaje murów do
pierwszego pietra. Sklepy wielkie
akwaria z
których spuszczono wodę i
miast rybiego ścierwa pożółkłe
trupy towarów pośród
spleśniałych mebli. W
księgarni „Eureka” rozpaczliwe
łachmany pięknych
i drogich książek. Zwisają
i ociekają z
poskręcanych paraliżem regałów. Od
stuleci bezrobotna fosa oszalała manią
wielkości. Wyżarła
kęs Podwala chłonąc
drzewa jezdnię
i chodniki. Nie
mamy szans dumni
dotąd ze swych dwunastu
rzek w mieście.
|
KSIĄŻKI Ze
śladem łez na policzkach wyjmujesz
kilogramy książek
o sztuce wyrwanych
spod łopaty... Tyle
kosztownej wiedzy rzuconej
na pastwę błota. Nie
skazuje sie książek na
takie poniżenie. W
pełgających światełkach naftowego
płomyka pracowicie
przekładamy bezcenne
strony papierem
gazetowym suszymy prasujemy
kartka po kartce Zajmie
to kilka dni które
mają wymierny sens czegoś
istotnego.
|