|
|
|
VERDIALES
1- 2- 3 cztery - pięć - sześć
7-8- 9 pędem
w obrotach
zamieniasz
szereg
na szereg oczyma
szukasz
kontaktu przepraszasz gestem odchodzisz
przyklękasz 1-
2- 3 ... dwa-
na- ście wodzisz oczyma dokoła a
ona odbiega i nagle
odwraca głowę
odchodzi daleko
od ciebie tam 1-
2- 3 ... dwa-
na- ście w
slalomie wymijasz te
inne wyciągasz
rękę dotykasz pozwala zawraca przechyla
i muska krajem
spódnicy 1-
2- 3 ... dwa-
na- ście znów
oczy zalotne
w
obrocie po
kole po
osi wpatrzony chwytasz
za talię wirujesz 1-
2- 3 aż
do utraty tchu
|
SOLEA
Stajesz jak obelisk z
wysoka spoglądasz
kierujesz
się ku mnie powoli
stąpasz palec
za palcem schodząc
po strunach w
dół Rośniesz jak posąg wypełniasz
przestrzeń rękami wydłużasz wymiary nagle
opada i
już Muzyk
tremolo Paznokcie
rany z
powierzchni strun Płynie
skarga tonem
lirycznej zadumy powietrze
esową linią rysuje
postać w
obrocie pełną
rozpaczy zwątpienia Zaklęta
w rytm kołysanki cańa
narasta pomrukiem cichnie
skargą
i
łkaniem aż
ręce opadną z
bezsiły W
nastroju rezygnacji stajesz
się cała
cierpieniem.
|