techniki
Główna Aktualności




 
plan lekcji

Pokazy tańca

  Fotograf

Szkoła Oferta Nasze imprezy

Wybór tańca Kontakt Wynajem sal

Europejskie       Orientalne       Latynoskie & Flamenco      Nowoczesne      Etniczne      Ruch-Relaksacja

Flamenco                   Salsa dla par      Salsa solo     Salsa cubana      Samba brasil     Reggaeton      Latino mix

       Kursy    Dla dojrzałych     Nauczyciele   Galeria              Historia szkoły    Wychowankowie    Zespoły    Muzycy     Alexandra   Teatr    

          Teatr Wrocław      Teatr Jelenia Góra      Teatr Olsztyn        Teatr Sosnowiec       Młodzieżowy teatr                        Poezja   

  > rodzaje tańca> latynoskie& flamenco > flamencoTeatr > Teatr Wrocław                                                                       aktualizowano 30.01.2013
 
          Pokazy tańca
    

  Historia polskiej salsy
  
Historia flam. w Polsce 1
  
Historia flam. w Polsce 2
  Poezja o Hiszpanii  
  
Poezja o tańcu flamenco
  
 
 T E A T R   i   F L A M E N C O  
  
               Sosnowiec
                 realizacje teatralne Grażyny Adamczyk Lidtke  
 Czarująca szewcowa
F. Garcia Lorca 
                         
  Teatr Zagłębia Sosnowiec
 

Ponowna realizacja " Czarującej
szewcowej" F. Garcii Lorki,          
przez Grażynę Adamczyk w          
Teatrze w Sosnowcu                     
 choreografia i muzyczne               
 opracowanie  oraz  przygotowanie instrumentalne gitarzystów           
- G. Adamczyk Lidtke                   

 

                               

    pewne informacje znaleziono na stronie :                                                                                                                       foto G. Adamczyk Lidtke

  
                         

 

 

 

 

                         

                   

foto G. Adamczyk Lidtke

 
 

RECENZJE po premierze w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu

Czarujące akwarium

Teatr Zagłębia w Sosnowcu: CZARUJĄCA SZEWCOWA Federica Garcii Lorki. Przekład: Zofia Szleyen. Reżyseria: Henryk Adamek, scenografia: Wojciech Jankowiak, kostiumy: Marta Hubka, układ tańców: Grażyna Adamczyk. Premiera 17 X 1998.

Wchodzących na premierę "Czarującej szewcowej" witała andaluzyjska muzyka. W foyer - gitarzyści, chłopiec z kastanietami. Aktorki i aktorzy w czerni lub bieli skupiali się na ruchu - unosili stopy, opuszczali, wybijali ostre rytmy. Czarowano nas po lewej stronie od wejścia. Tłem były duże szyby i szklane drzwi prowadzące do kasy. Pani kasjerka robiła swoje. Ktoś odbierał zaproszenie. Ktoś inny prosił o wejściówkę. Po "naszej" stronie oferowano (jak gdyby w zgodzie ze wskazaniami podręczników do marketingu) próbkę. Namiastkę teatru. Nagły prolog miał już dwie publiczności. Jedna stała o krok, dwa. Inna spoglądała z dystansu. Jeżeli ktoś po drugiej stronie szyby nie wybierałby się na spektakl, byłby i tak widzem. Zobaczyłby jednak wyłącznie akwarium z poezją.

W pewnej chwili zabawa przeniosła się na scenę. Lorca nazwał swą sztukę "jaskrawą farsą". U progu, przy zapalonych światłach widowni, jaskrawo upominała się o swoje jakaś kulturowa tożsamość. Nie wyszła poza tożsamość folkloru. Scena przeobraziła się w estradę. Cały pomysł sprowadzono do ładnie wyśpiewanych i zgrabnie odtańczonych cytatów. Kiedy wygasły - pojawił się gościnnie występujący w spektaklu olsztynianin Radosław Ciecholewski - Autor. W cylindrze, z bródką. Zwrócił się do publiczności, coś zawile tłumaczył, wreszcie zapowiedział tytułową bohaterkę. Nadbiegła Ewa Kopczyńska - gestykulując, głośno złorzecząc miasteczku i jego mieszkańcom.

Scenografia Wojciecha Jankowiaka jest dyskretna i prościutka. Po prawej - kryty daszkiem szkielecik szewskiego warsztatu. Z lewej, pod takim samym daszkiem, ulokowano gitarzystów, by grą swą coś zapowiadali i komentowali. Po przerwie zniknął szewski warsztat, a w jego miejsce pojawił się - już z prawej - kontuar karczmy. W centrum sceny górował pomost z drążków, lekki, wsparty o plątaninę schodów i bryły domków. Ich statyczność złamały łuki okien. Inne okno otwarło się w pustej przestrzeni między bryłami. Dwa schodki z przodu prowadziły w głąb dziwnego - bo wewnętrznego - otworu sceny. Wszystko zamykał horyzont: szczelny i błękitny. Dopiero finał przeobrazi go w złoto czy może słońce. Najbliżej publiczności położono grubą sklejkę: miejsce neutralne i podest do popisów flamenco.

Śliczne są kostiumy Marty Hubki. Sąsiadki kłócące się z Szewcową przypominały pulsującego soczystymi kolorami wielogłowego smoka. Kostiumy panów spokojniejsze, ale ładnie dopełnione detalami. Nie potrafiłem jedynie pojąć andaluzyjskiego rodowodu czerwonych maklerskich szelek Autora.

"Czarująca szewcowa" jest jak bajka. Starawy szewc wziął za żonę osiemnastoletnią dziewczynę. Są trzy miesiące po ślubie, ale już wiadomo, że nie pasują do siebie. Ona - wybuchowa i skłócona ze wszystkimi, on - spokojny i praktyczny. Przed antraktem, zmęczony awanturami, pójdzie sobie w świat. Ona z musu otworzy karczmę, pocznie idealizować przeszłość i zacznie tęsknić. Wszystko skończy się dobrze, słodko i mało prawdopodobnie. Reżyser Henryk Adamek przestraszył się bajki. Odsunął fabułę. Zapragnął widowiska. Aktorzy otrzymali zadania taneczne i wokalne. "Czarująca szewcowa" nie chciała jednak być operetką hiszpańską czy andaluzyjskim musicalem. Upominała się o role do zagrania. Kopczyńskiej wystarczyło wiarygodności wyłącznie na partie liryczne. Ładnie wyśpiewywała jakieś marzenia, ale nie umiała zmienić tonu, za jedyną ekspresję uznała pokrzykiwanie. Andrzej Śleziak do schematycznej roli Szewca dodał kroplę ciepła. Chwilami czynił jednak z monologu smutactwo i gadulstwo. Niezbędne minimum tupetu i konieczną dawkę męskości wykazał podczas podrywania Kopczyńskiej Zbigniew Leraczyk (Burmistrz). Z arsenału środków aktorskich duetu Kawalerów (Grzegorz Widera i Piotr Zawadzki) najbardziej zauważalne okazały się dwa obnażone koziki do strugania drzewa. Panie zrobiły swoje. Z dużą przyjemnością obserwowano jędzowatość Małgorzaty Stachowiak (Sąsiadka w fioletowym). Zwróciliśmy również uwagę na precyzję ruchów Violetty Zającówny (Sąsiadka w zielonym). Ciecholewski (jako Autor i później Don Mirlo) rozpoczął z tremą. Z każdym obrazem było lepiej, a w finale prawie brawurowo. Podbił publiczność trzynastoletni Maciek Zaród - Chłopiec spektaklu. Znakomicie rozpoznał swe zadanie. Spektakl chciał być piękny. Pozostał urodziwy. Taką urodą, która wszystko zawdzięcza makijażowi. Grubo położonemu na poezji.
                                                                                                                                                    "Czarujące akwarium"
                                                                                                                                                     Piotrn Zaczkowski
                                                                                                                                                       Teatr nr 12
                                                                                                                                                       01-12-1998

 
 
 
 

Czarująca szewcowa -  Federico Garcia Lorca
miejsce premiery : Teatr Zagłębia Sosnowiec
data premiery :
1998-10-17 

 
 

 

tytuł realizacji: Czarująca szewcowa  

 

sztuka: Czarująca szewcowa ( Federico Garcia Lorca )  

 

miejsce premiery: Teatr Zagłębia Sosnowiec  

 

data premiery: 1998-10-17  

 

reżyseria:

Henryk Adamek

 

 

przekład:

Zofia Szleyen

 

 

scenografia:

Wojciech Jankowiak

 

 

kostiumy:

Marta Hubka

 

 

układ tańca:

Grażyna Adamczyk

 

 

asystent reżysera:

Zbigniew Leraczyk

 


Obsada:
 

Szewcowa Ewa Kopczyńska  
Szewc Andrzej Śleziak
Autor, a także Don Mirlo Radosław Ciecholewski (gościnnie)
  Dariusz Niebudek
Sąsiadka w czerwonym Krystyna Gawrońska
Sąsiadka w żółtym Dorota Biały-Piętak
Sąsiadka w zielonym Violetta Zającówna
Sąsiadka w fioletowym Małgorzata Stachowiak
Sąsiadka w czarnym Elżbieta Laskiewicz
Sąsiadka w niebieskim Magdalena Kaleta
Burmistrz Zbigniew Leraczyk
Kawaler z pasem Grzegorz Widera
Kawaler w kapeluszu Piotr Zawadzki
Chłopiec Maciej Zaród
 
 

 

                       

                                                                                                                              foto G. Adamczyk Lidtke

          

 
 

Zatupana Zapatera

Reżyser postawił na zabawę, która pysznie wypadła. Aktorzy cały czas byli w tanecznym transie, śpiewali,klaskali, wirowały falbany, nad którymi napracowały się panie krawcowe. Publiczności ów wodewilowaty spektakl spodobał się.

Chyba pod koniec lat 50. nastała taka moda w teatrze, że co popularniejsze sztuki dramatyczne zaczęto umuzyczniać. Przerobiono nawet Fredrę na piosenki, uważając widocznie, że takiej "chały", czyli Fredry widownia już nie trawi. W gruncie rzeczy była to przemycana z Zachodu moda musicalowa, która skrzywdziła wiele poważnych utworów. Teraz mamy muzyki rozrywkowej po uszy, jej jazgot jest całodobowy, przynajmniej więc teatry dramatyczne powinny bronić swej odrębności, dochowując wierności słowu. Ale gdzie tam...

W Sosnowcu wystawiono właśnie "Czarującą szewcową" Federica Garcii Lorki, rzecz arcypoetycką. Mając w pamięci fascynujące przedstawienie Tadeusza Kantora w Teatrze Śląskim, jechałam na tę premierę autentycznie ciekawa, jak po blisko pięćdziesięciu latach "robi się" taki utwór i jak jego bajkowość wyglądać będzie w zderzeniu z naszą przyspieszoną, codziennością. Lorca był poetą Andaluzji, Cyganów i księżyca. W jego sztukach jest zmysłowość i często okrucieństwo, ale jednocześnie niespotykana delikatność i wiara w rzeczy podstawowe, takie jak wolność i godność człowieka. W "Czarującej szewcowej" jest dziewczyna osiemnastoletnia, którą wyswatano z ciamajdą i w dodatku mężczyzną dużo od niej starszym. Zapatera, co po hiszpańsku znaczy szewczykowa, lubi młodszych chłopców, lubi się bawić i stary mąż ciągle ją irytuje i rozjusza. Ale gdy upokorzony szewc od niej odejdzie, niefrasobliwa pięknisia znajdzie się w pustce i nikomu niepotrzebna - spoważnieje. Marzyć będzie tylko o tym, by znów było po staremu. Jest to piękne studium kobiecości w żywiołowym dążeniu do spełnienia się i w prostej na pozór fabule mieści wszystkie jej odmiany - blask i blichtr, rozpacz i śmieszność, niecierpliwość i rozmarzenie. Brawurowo rozwinęła kiedyś tę rolę Jolanta Haniszówna, łącząc w jedno urodziwą jędzę z zalotnicą i potulnym kobieciątkiem.

Na sosnowieckim przedstawieniu wita nas hiszpańska dyskoteka, aktorzy rozmieszczeni na widowni tupią flamenco i klaszczą, a kiedy przeniosą się na scenę, jest jeszcze skoczniej i kolorowo. Wstęp muzyczny przedłuża się i szybko orientujemy się, że zaproszono nas na zupełnie inną "Czarującą szewcową".

Tekst poszedł w odstawkę, zredukowany do najważniejszych motywów, a i na tych straconych pozycjach nie ma możliwości usamodzielnienia się. Przytłoczony warstwą muzyczną, owymi wszystkim fangosami, solearesami czy petenerami - jak je fachowo wymienia choreografka Grażyna Adamczyk. I zatupana urodziwa Szewczykowa - Ewa Kopczyńska - nie poradzi sobie z tłumem, jej roztereczki i nostalgijki przytłumi upojne paso doble. Zresztą ona sama nie ma się kiedy szczerze zająć sobą, włączona w rozbawione towarzystwo i zważająca przede wszystkim na krok, rytm i efektownie zawirowaną suknią. Ślicznie wygląda i to jest cała jej zasługa.

Również Szewc - Andrzej Śleziak - jest tylko jednym z tłumu, swojej roli nie rozwija, choć na początku jest przecież milczkiem i ofermą, potem czarującym bajarzem, a na koniec zwycięskim rogaczem. Jarmarczny teatr, który w przebraniu rozkłada w tawernie opuszczonej żony, powinien błyskotliwie przyspieszyć akcję, ale tym razem reżyser nie miał chyba pomysłu na tę szekspirowską prawie scenę, której zabrakło wdzięku i dowcipu. Reżyser pozwolił się zdominować choreografce.

Rozmowy Szewczykowej z Chłopcem utkane są z samej poezji, w nich się roztargniona bohaterka ucisza i odsłania dogłębnie. Sympatyczny Maciek, wypożyczony z podstawówki, choć dobrze wdrożony w rolę, nie mógł być partnerem w tej intymności, tu potrzebny był aktor szczególnie wrażliwy, o zminiaturyzowanej oczywiście posturze.

Reżyserowi nie zależało na nastrojach, postawił tym razem na zabawę, która pysznie wypadła. Aktorzy cały czas byli w tanecznym transie, śpiewali, klaskali, wirowały falbany, nad którymi napracowały się panie krawcowe. Zbójnickiego nie zatańczy dobrze ceper, a tylko góral i z flamenco także trzeba się urodzić, ale nie wybrzydzajmy, zespół przygotował się perfekcyjnie, pewnie całe tygodnie przedtem przytupując w domu i w tym żywiołowym balecie nie zawiódł. Publiczności ostatecznie ów wodewilowaty spektakl spodobał się i na jej gorącym aplauzie poprzestańmy.

W przedstawieniu biorą udział: Ewa Kopczyńska, Andrzej Śleziak, Radosław Ciecholewski, Krystyna Gawrońska Dorota Biały-Piętak, Violetta Zającówna, Małgorzata Stachowiak, Elżbieta Laskiewicz, Magdalena Kaleta, Zbigniew Leraczyk, Grzegorz Widera, Piotr Zawadzki, mały Maciej Zaród oraz gitarzyści - Witold Burakowski i Sylwester Sośniak.

 
 


              
 

 

W rytmie flamenco

Na afisz Teatru Zagłębia w Sosnowcu wchodzi dzisiejszej soboty "Czarująca szewcowa" Federica Garcii Lorki, nie tylko reformatora nowoczesnego teatru, ale także wybitnego poety, muzyka i plastyka hiszpańskiego.

Oryginalność sztuk Lorki polega na połączeniu skrajnych przeciwieństw: tkliwości i okrucieństwa, delikatności uczuć i gry zmysłów,
a także nowatorskich posunięć formalnych i starych tradycji scenicznych. "Czarująca szewcowa", choć najbardziej klasyczna
z utworów autora, także ma w sobie magiczną teatralną urodę, przede wszystkim zaś niepowtarzalny nastrój poetyckiej baśni.

Reżyser sosnowieckiego przedstawienia - Henryk Adamek nadając tej historii "dojrzewania do miłości", uniwersalny charakter, osadził ją jednocześnie w specyficznym klimacie kultury andaluzyjskiej, której niedościgłym piewcą pozostaje Lorca do dziś. Rytm spektaklu - w przenośni i dosłownie - wyznacza muzyka flamenco i oryginalne hiszpańskie pieśni ludowe, wplecione w akcję w naturalny sposób. Nad wiernością muzycznej strony spektaklu, czuwała w czasie prób Grażyna Adamczyk - specjalistka w tej dziedzinie, kierująca szkołą flamenco w Warszawie. Ona także jest autorką układów choreograficznych całości. Na scenie, obok zespołu aktorskiego, wystąpią w spektaklu trzej gitarzyści klasyczni.

- Sięgnęliśmy po tę pozycję - mówi Adam Kopciuszewski, dyrektor Teatru Zagłębia - dlatego, że to wspaniała literatura dramatyczna, dlatego, że w przyszłym roku przypada setna rocznica urodzin Federica Garcii Lorki, ale przede wszystkim dlatego, że we współczesnym teatrze zapomnieliśmy jakoś o wzruszeniu, emocjach i namiętnościach, którym podlega każdy człowiek.

W roli tytułowej wystąpi Ewa Kopczyńska, pięknie śpiewająca i tańcząca aktorka, dla której jest to drugie spotkanie z Lorką, grała już bowiem Yermę. Postać Szewca zagra Andrzej Śleziak. Scenografię zaprojektował Wojciech Jankowiak. kostiumy - Marta Hubka. Premiera - w sobotę, o g. 18.

 
 
 

Sztuka życia w rytmie flamenco

Jeśli życie jest teatrem, możliwa jest zapewne i relacja odwrotna: teatr to życie. Tak przynajmniej sugerują twórcy przedstawienia "Czarującej szewcowej" w Teatrze Zagłębia.

Znana sztuka Federika Garcii Lorki zaczyna się tutaj już w foyer. Grupa aktorów tańczy i śpiewa, witając, jakby mimochodem, publiczność. To są aktorzy sosnowieckiej sceny, ale także spontaniczni aktorzy-mieszkańcy małej hiszpańskiej wioski, wreszcie "aktorzy w ogóle". To oni, za sprawą Poety, stworzą za chwilę życie na scenie, powołując ze swego grona bohaterów opowieści i nadając wymyślonym postaciom własne, prywatne emocje.

Reżyser Henryk Adamek podąża za tekstem Lorki, ale jego uniwersalność podporządkowuje konkretnemu kolorytowi. I nie jest to bynajmniej folderowa wizja Andaluzji, lecz owo "coś", co krąży w powietrzu tego kraju, jak wyczuwalne fluidy. Nastrój - na poły mroczny, na poły radosny - osiąga s pektakl za sprawą pracy Grażyny Adamczyk, znawczyni filozofii (sic!) flamenco. I aktorów, którzy na taniec przekładają uczucia, konstruując spektakl na kształt starej romancy.

Tego przedstawienia nie warto oglądać powierzchownie, bo wtedy łatwo zgubić precyzję oprawy muzyczno-choreograficznej. Tymczasem jest ona fascynująca, co najwyraźniej widać w roli tytułowej bohaterki, granej przez Ewę Kopczyńską. Prawie wszystkie jej reakcje znajdują odzwierciedlenie w rytmie, ale za każdym razem jest to inny rodzaj ekspresji. Monotonnie gwałtowny, gdy się gniewa i nieokiełznany, gdy rozpacza, ale także liryczny, prawie w rytmie walca, gdy marzy i wspomina swoich adoratorów albo delikatny, gdy cieszy się pozorną wolnością. Właściwie i bez słów łatwo byłoby zrozumieć jej stan emocjonalny, co jest przecież istotą muzyki flamenco. Urody tej strony spektaklu dopełniają autentyczne andaluzyjskie motywy muzyczne, wykonywane na scenie przez gitarzystów: Witolda Burakowskiego i Sylwestra Sośniaka

Jest jednak i grzech inscenizacyjny, choć pewnie popełniony z nadmiaru dobrych chęci. Otóż tkanka muzyczna, w całości widowiska, jest bardzo nierówno rozmieszczona. W pierwszej części jest jej za dużo (przede wszystkim należałoby, sądzę, skrócić fragment wstępu na scenie), a w drugiej - brakuje muzyki tam, gdzie aż się prosi. To zakłóca jedność stylistyczną i rozbija spektakl na dwa, całkiem odmienne przedstawienia.

Mimo tej niekonsekwencji, baśniowa opowieść Lorki dobrze czuje się w ramach wymyślonych przez reżysera, udanie broniąc swej naiwności i prawdy psychologicznej jednocześnie. Ewa Kopczyńska nie tworzy może od razu "archetypu kobiecości", ale z pewnością oddaje złożoność natury młodej, wikłającej się we własne pragnienia, dziewczyny, którą dorosłego życia nauczy dopiero pierwsze bolesne doświadczenie. Jej chimeryczność bawi, skrucha wzrusza, przemiana przekonuje. Ma temperament, urodę, przydałaby się tylko większa dawka namiętności.

Nieco dziwi natomiast ustawienie postaci Szewca, którego reżyser, bez litości, skazał na realizację odautorskiej uwagi o jaskrawej farsowości "Czarującej szewcowej". Andrzej Śleziak wytyczne realizuje ściśle, ale chyba tęskni do większego liryzmu swojej postaci. Ostatecznie Zapatera za coś kocha męża, skoro tak jej za nim tęskno... Jego groteskowe pojawienie się w przebraniu i różowych okularach szczerze rozbawiło publiczność, ale mnie osobiście nie spodobało się, bo za dużo miało z karykatury. Szkoda tego bohatera, tym bardziej, że ciepły głos i wiarygodna łagodność, to atuty, które aktor nie raz już udanie wykorzystywał.

Z dyskretną czujnością pojawia się natomiast na scenie Radosław Ciecholewski w roli Autora, eleganckiego i czułego wobec swoich aktorów-bohaterów, którym wymyśla życiorysy, których lubi i strzeże przed nadmiarem dramaturgicznych niebezpieczeństw. Poza rolami pierwszego planu, w sosnowieckim spektaklu wspaniale gra także barwny tłum hiszpańskich dam i kawalerów, który nie tylko "ozdabia" scenę, ale przede wszystkim komentuje wydarzenia, a nawet je... prowokuje.

 
 
Moje wiersze Szkoła dom tańca Założyciele Historia flamenco
w Polsce
 

Historia
polskiej salsy

   Historia
  szkoły tańca

Alexandra

Teatr
i flamenco

Tancerze wychowankowie

Zespoły

Muzycy

                                                                                                                                            © by Akademia Dom Tańca Pałacyk

stat4u