| |
Czy zamiast po studiach
pracować jako architekt wnętrz postanowiłam zostać tancerką ?
Nie od razu...
Kołatało się we mnie serce niespełnionego muzyka, który zdradził skrzypce
dla pędzla i palety. Rozpierała mnie energia robienia czegoś fajnego i w żadnym
wypadku nie tego, co robią wszyscy. Parę lat po kontuzji w pantomimie i
doświadczeniach ze statyczną jogą zapragnęłam znów intensywnego ruchu. Moja
odrobina hiszpańskiej krwi wrzała na dźwięk języka, który nagle trafił na
podatny grunt, zawojowały mnie rytmy iberyjskie i już nie było wyjścia. Gdzieś
mnie to musiało zaprowadzić !
Zaczęło się od
Towarzystwa Przyjaciół Kultury Iberyjskiej, potem przechrzczonego na
Polska - Ameryka Łacińska. Pomogła mi też nieoczekiwana moja
praca jako licealnego nauczyciela, który potrafił zapalić swoich uczniów i
pociągnąć w nowe nieznane rejony świata. Pomógł wreszcie przypadek, że zaczęłam
spotykać ludzi z którymi korespondowałam od dziecka w rozmitych możliwych
językach, że poznawałam nowych mieszkańców innych krajów, przyjaźniłam się z
nimi, podróżowałam, śpiewałam i tańczyłam dla przyjemności, aż postanowiłam
zrobić coś z tą nagromadzoną wiedzą i umiejętnościami.
Ponieważ cenię
profesjonalizm, musiałam przygotować się do nowych zadań uczciwie. Dlatego
zaczęłam szkolić się na nauczyciela tańca, gromadzić repertuar, zbierać
literaturę fachową, nuty, a dopiero po latach, gdy było to już możliwe
technicznie- zrobić specjalizację, zbierać oryginalne nagrania muzyczne, filmy,
nagrania video, a także dokumentować własny dorobek. Wcześniej poruszłam się po
gruncie muzyki i tańca iberyjskiego jak za czasów Kolberga - z pisakiem i
notatnikiem. Pomagało mi w tym wykształcenie muzyczne i plastyczne.
Pierwsze zespoły -
oprócz tych w których grałam z obowiązku szkolnego (zespół kameralny, czy
orkiestra ) zakładałam już jak 14- latka. Brałam nawet udział w jakimś
przeglądzie zespołów amatorskich - jako duet gitarowy z moim kuzynem. Potem
rozśpiewywałam wszystkich dookoła akompaniując na gitarze lub akordeonie.
Przygrywałam i robiłam opracowania do teatrów lalkowych, organizowałam
wieczornice harcerskie ze śpiewem wielogłosowym, przygotowywałam
programy muzyczne na szkolne wieczorki francuskie i rosyjskie, na Studniówkę i
Komers w moim liceum plastycznym. Kibicowałam gronu chłopaków
z " Trójkąta Bermudzkiego " , którzy ambitnie szykowali się do Festiwalu
Piosenki w Zielonej Górze. Gdy już pracowałam jako tzw. KaO- wiec
opiekowałam się młodocianym zespołem rockowym i także jeździłam z nim na
przeglądy po Polsce.
Dlatego po kilku latach
pracy z młodzieżą zaczęły mnie świerzbić palce, żeby znów coś grać,
śpiewać i tańczyć. Świetnie nadawało się do tego Towarzystwo PAŁ, gdzie
przychodzili grający Latynosi i Hiszpanie, gdzie urządzaliśmy wieczory śpiewane
i dyskoteki taneczne w różnych punktach Wrocławia. Trwało to nieprzerwanie do
1990 roku, kiedy od dawna dzieliłam obowiązki prezesa Towarzystwa PAŁ z
organizowaniem zespołów flamenco we Wrocławiu.
|
|